Konika Szkolnego Koła Turystyczno-Krajoznawczego - 2002 rok

Słowacki rajd
Rajd Dukielski

Słowacki rajd
8 lipca 2002
(poniedziałek) rozpoczęliśmy wyprawę w Tatry Słowackie. Do miejsca naszego celu dotarliśmy podzieleni na dwie grupy. Pierwsza – siedmioosobowa pod opieką pani prof. Marii Oćwieji o godzinie około 4:00 wsiadła do pociągu aby najpierw dojechać do Krakowa. Z Krakowa PKS-em dotarła do Zakopanego później do Łysej Polany. Następnie słowackim MPK-iem do Starego Smokowca, skąd kolejką do Nowej Leśniej. Za drugą część (również siedmioosobową) była odpowiedzialna pani prof. Małgorzata Salach. Grupa wyruszała busem z Rzeszowa ok. godziny 6:00. Mniej więcej więcej 13:00 spotkaliśmy się razem w „naszej” miejscowości turystycznej Nowa Leśna. Tego samego dnia po zakwaterowaniu się i zrobieniu zakupów w sklepie spożywczym poszliśmy w góry. Nie była to długa wędrówka gdyż miała ona charakter rozgrzewki przed prawdziwymi wyprawami które odbyły się w ciągu następnych dni, ale dzięki niej zasmakowaliśmy tego wspaniałego klimatu i z radością przyjmowaliśmy stawiane przed nami cele.
Pobudka godzina 4:30. Wstajemy z uśmiechem na twarzach mimo niewyspania. Przemywamy oczy, jemy „turystyczne” śniadanie i biegniemy aby zdążyć na kolejkę. Mniej więcej tak zaczynał się nasz każdy poranek. Po powrocie z gór robiliśmy zakupy w Starym Smokowcu. Później w restauracji w Nowej Leśnej, głodni czekaliśmy na drugie danie. Ach mniam, mniam ........ Spać chodziliśmy grzecznie mniej więcej więcej godzinie 22:00. Tak wyglądały stałe czynności, które każdego miały miejsca, choć nie zawsze o tej samej godzinie.
9.07.2002 rok
9-go lipca pani Oćwieja i pani Salach postawiły przed nami następujący cel podróży: Wielkie Pleso – Polski Grzebień – Wysoka. Pogoda była piękna, zresztą jak każdego dnia. Szliśmy my wytrwale przezwyciężając zmęczenie z radością. Podziwialiśmy piękne widoki i dziką przyrodę. Ach te niesamowite szczyty takie strzeliste, dumne i groźne, niczyje. Pozdrawialiśmy ładnie turystów i cieszyliśmy się że możemy być w tak wspaniałym miejscu. Po przebyciu trasy do schroniska pod Gerlahem, czekała nas wspinaczka po łańcuchach co nie jest takie trudne jak się wydaje. Kiedy dotarliśmy na szczyt Wysokiej, odpoczywaliśmy podziwiając cudowną panoramę Tatr. Po posileniu się i nabraniu sił wróciliśmy do domu. Wieczorem śmialiśmy się, graliśmy w karty, jedliśmy melony (oczywiście, nie tylko).
10.07.2002 rok
Tego dnia czekała przed nami najdłuższa trasa: na Rysy (2499 mnpm). Ale co to było dla nas, sama przyjemność. Az żal ze się tam teraz nie jest. Zostały tylko wspomnienia utrwalone na zdjęciach i w pamięci. W schronisku pod Rysami piliśmy gorąca herbatkę i kakao. Ceny były zaskakująco niskie. Niektórzy chłopcy, w zamian za przyniesienie śmietany do schroniska dostali za darmo herbatę z rumem. Na trasie były również łańcuchy, które dodawały dreszczyku emocji a zarazem pozwalały odpocząć nogom. Ze szczytu mogliśmy podziwiać nasze polskie – Morskie Oko i Czarny Staw. Co tu mówić było po prostu cudownie.
11.07.2002 rok
Następny dzień, już czwarty. Zaczęliśmy sobie zdawać sprawę z tego, że za dwa dni koniec dobrego dobrego będziemy musieli wracać do domu ale trzeba się cieszyć i tak było. Trasa początkowo była taka jak wcześniejszego dnia. Kiedy doszliśmy do schroniska część grupy z bolącymi nogami została pod opieką pani Oćwieji. Druga część poszła z panią Salach na przełęcz pod Osterią. Kiedy wróciliśmy, już całą grupą poszliśmy na cmentarz tych, którzy zginęli w górach.
12.06.2002 rok
12 lipca był naszym ostatnim dniem w którym poszliśmy na trasę górską. Najpierw jechaliśmy kolejką linową. Później szliśmy we mgle do Chaty Terycho. Tam wypiliśmy gorąca herbatkę i zjedliśmy nasze kanapki. Następnie odpoczywaliśmy na wielkich płaskich kamieniach. Podziwialiśmy wyłaniające sią zza mgły szczyty. Kiedy wracaliśmy mgła zaczęła znikać i mogliśmy zobaczyć to co wcześniej było niewidoczne.
< 13.07.2002 rok
„To już koniec…” nasuwały się słowa. Dzień rozpoczą się pakowaniem i sprzątaniem. Musieliśmy się wykwaterować zaraz po śniadaniu. Potem pojechaliśmy kolejką do Popradu. Tam mieliśmy czas wolny, który spędziliśmy głównie na chodzeniu po sklepach. Niektórzy również, siedząc słuchali muzyki granej przez tamtejszą orkiestrę. Teraz naprawdę przyszedł czas rozstania. Smutno było… Wracaliśmy znowu rozdzieleni na dwie grupy, tylko trochę w inne. Tak się skończyła nasza wakacyjna przygoda. Szkoda ale, cóż, takie jest życie. Był to czas który często wspominamy. Dał możliwości nie tylko turystyczne, ale również pozwolił poznać wspaniałych ludzi, którzy kochają góry. Pogoda umożliwiła napawać wzrok piękną przyrodą, która przez cały czas otaczała nas z każdej strony. Teraz chodząc do szkoły z niecierpliwością czekamy na kawacje aby znowu pojechać w Tatry.
OPIEKUNOWIE:
1) Pani Profesor Maria Oćwieja
2) Pani Profesor Małgorzata Salach

UCZNIOWIE:
1) Anna Dołęga
2) Maria Kukuła
3) Anna Biega
4) Katarzyna Bałchan
5) Barbara Rybka
6) Wojciech Stawarz
7) Szymon Skorupski
8) Szymon Starakiewicz
9) Mateusz Mazur
10) Józef Kędzierski
11) Bartek Sitarz
12) Mateusz Tyrański
13) Mateusz Jachowicz
14) Marcin Blajer

Rajd Dukielski

W dniach 27-29 września byliśmy właśnie na poniższym rajdzie. Był to wypad organizowany przez PTTK. Było kilka grup, które zmierzały do jednego celu różnymi drogami.
Spod Urzędu Wojewódzkiego autokarem wyruszyliśmy o 7:00 w SSM w centrum Dukli zostawiliśmy plecaki i o 9:00 byliśmy już na szlaku z naszym przewodnikiem Panem Piotrem Puszkarewiczem. Prawie przez cały dzień wędrowaliśmy (grupa liczyła 9 osób) w strugach deszczu, lecz humory nam dopisywały.
27.09.2002 roku przeszliśmy trasę: Kąty-Góra Grzywacka-Polana-Dukla (zdobywając 17 punktów GOT). W schronisku suszyliśmy mokre ubrania, jedliśmy zupki w proszku.
Trasa 28-go września to: Dukla-Cergowa-Nowa Wieś-Pustelnia św. Jana-Grzbiet Cerowej-Dukla (zdobywając 23 punkty GOT). Tego dnia pogoda była lepsza, nie padało. Na Cergową wchodziliśmy we mgle. Było jak w zaczarowanej krainie. Wieczorem byliśmy w Sanktuarium św. Jana z Dukli, a później odbył się konkurs turystyczno-krajoznawczy. Reprezentantem naszej szkoły i szkoły był Wojtek Stawarz. Zają I miejsce i w nagrode otrzymał przewodnik po Beskidzie Niskim.
29-go września rozpoczęliśmy mszą św. a później odwiedziliśmy cmentarz z I i II wojny światowej, muzeum Łemków w Zyndarowej oraz tamtejsza cerkiew prawosławną. Szkoda było wracać ponieważ pogoda ostatniego była śliczna i zapowiadała się taka na kilka następnych dni.